wtorek, 29 listopada 2016

A w Moim Cudownym Mieście Gdańsku

A w Moim Cudowny
Mieście Gdńsku

W Pracowni Architektury
inż. arch. Stanisława Michela 
inż. arch. 
Tomasza Miatkowskiego

To tak mi lata
Tak dziwnie biegną
Tyle dni moich
Jakże zagonionych
Zostaje nad moją
Kreślarską deską
Iż nie mam nawet czasu
Tak kiedyś Naprawdę
Doliczyć się Moich
Moich Wszystkich Lat
W pracach budowlanych nad dworcem w Gdańsku dźwigi sięgają nieba.

I stąd tak różne
Moje rachunki
Że raz dwadzieścia
 Sławetna Katownia. Póki co...Muzeum Bursztynu. Póki co, bo wieści krążą, że siedziba tej placówki będzie w innym miejscu.

A raz trzydzieści pięć
Bo jest chyba
I oczywiste
I jakże proste
Taki rachunek
Jaki interes
A jaki interes
To i taki dzień
 

     Ulica Stągiewna,
      victoria także 
      i inż.arch.  Stanisława Michela
     

Gdy notowania
Pną się ku górze
Gdy nowy projekt
Biorą od ręki
Jakaż to wielka
Ulga na głowie
I jakże autor projektu
Szczęśliwy
I kiedy jestem
W Kościele Mariackim
Pod wezwaniem
Najświętszej 
Maryi Panny
W tym moim
Cudownym 
Mieście Gdańsku
 


Gdy we wspomnieniach
Spotykam się
Z Księdzem
Proboszczem
ppłk Józefem
Zator -  Przytockim
Któremu tu 
Przy tej jakże 
Osobliwej Świątyni
Pragnę jeszcze
Zaprojektować pomnik
Tu zawsze jakże spełniony
Patrzę na to Prezbiterium
Które według mojego projektu
Jest już na zawsze

Z każdego punktu Podniesione
Tej ogromnej świątyni
Na wysokość oczu
Wierni już nie muszą
Wydłużać szyi
Nie muszą
Stawać aż na samych Palcach
Bo Najświętszy Sakrament
Z każdego punktu Świątyni
Mają przed swoimi oczami
A co przed oczami
To tym łatwiej 
I w sercu
I widzę 
Jak Aniołowie
Serdecznie do mnie
Chcą skinąć głowami
Chcąc dopowiedzieć
Architekcie Michel
Tak trzymać
Tak trzymać
Bo jakże 
Dobrze wiesz
Co gdzie i kiedy
Potrzeba Twojemu Miastu

I jakże lubię usiąść
Na ławce
W tylko co Dokończonym
Moim Mariackim Zaułku
Gdzie już żabi skok
Do nowego lokalu
Gdzie mam swoje miejsce
I swoją kawę
I jakże rad
Z tego zaułka
Jestem w moich Myślach
Bo w inwestycjach Miasta
To takie nic
Ale i jakże cenne coś
Bo jest i murek
I furtka
I płaskorzeźby
Stare sprzed lat
Wychodzą na światło dzienne
I jakiż tu klimat
I iluż mieszkańców
Chce tutaj przyjść
Usiąść na ławce
Popatrzeć
Powspominać
I w tymże 
Jednym miejscu
Jakże to zupełnie inne
Nasze codzienne powszednie
A i niedzielne odświętne
Nasze Gdańskie Dziś
Ale to trzeba widzieć
Dostrzegać
Wydobywać
I nieraz z jakimże uporem
Nieraz nawet oślim wprost
Do władz trzeba iść
I jak krowie o poranku
I jak krowie o poranku
Codziennie z uporem maniaka
Przekonywać
Przekonywać
Przekonywać
Bo jakże im trudno
Coś dołożyć
Coś wesprzeć
A tak łatwo odrzucić
Aby sobie takim drobiazgiem
Głowy nie zawracać
W Gdańsku urzędnik
To jest zawsze ten ktoś
A architekt
Nawet taki jak
Inż. arch. Stanisław Michel
To li tylko
Petent
I są zdania
Że przed takimi
Boże Urząd Miejski w Gdańsku
To li tylko chroń
Bo tu każdy pomysł 
W cenie
Gdy obiekt 
Już w projekcie
Przypomina 
Jakiś bunkier

A w Moim
Cudownym Mieście Gdańsk
To tak mi lata
Tak dziwnie biegną
Tyle dni moich
Jakże zagonionych
Zostaje nad moją
Kreślarską deską
Iż nie mam 
Nawet czasu
Tak kiedyś Naprawdę



Doliczyć się moich
Moich wszystkich lat






Ilustracje i tekst 
Stanisław J. Zieliński
22.11.2016 R






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz